Jestem dla Ciebie

23 wrz 2011
ks. Stanisław Łucarz SJ
 

Rzekł Mojżesz: Gdy [Izraelici] mnie zapytają, jakie jest Jego imię, to cóż im mam powiedzieć? Odpowiedział Bóg Mojżeszowi: JESTEM, KTÓRY JESTEM. I dodał: Tak powiesz synom Izraela: JESTEM posłał mnie do was. (Wj 3, 13-14)

To kluczowy moment w historii zbawienia i w rozwoju duchowym człowieka. Imię bowiem w Biblii to nie konwencjonalna nazwa jak w naszej kulturze; to ujawnienie istoty tej osoby, której imię się zna. Znać czyjeś imię – to znać jego moc, ale i jego słabe strony; i albo wejść z nim w głęboką komunię, albo też nad nim zapanować. Dlatego w Starym Testamencie Bóg tak niesłychanie długo zwleka z objawieniem swojego imienia Izraelowi. Izraelici nie znają imienia Boga aż do czasów Mojżesza. Gdy po walce nad potokiem Jakub pyta Boga o imię, otrzymuje w odpowiedzi pytanie: Czemu pytasz mnie o imię? (Rdz 32, 30). Bóg Izraela jest nazywany do czasów Mojżesza Bogiem przodków: Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba. W tym czasie narody ościenne nadają swoim bogom mnóstwo imion, mają ich całe litanie, lecz są to tylko projekcje ludzkich pragnień i lęków, a tych zawsze jest wiele.

Bóg objawia swe imię dopiero Mojżeszowi. Aby jednak zrozumieć to objawienie, trzeba uwzględnić cały kontekst historyczny ówczesnego Izraela i historię samego Mojżesza. Izrael jest wtedy w najgorszym okresie niewoli egipskiej, nie tylko obciążony niewolniczymi pracami, ale także w sytuacji zagrożenia jego etnicznej i fizycznej egzystencji. Także osobista sytuacja Mojżesza jest skrajnie trudna. Ze wszystkich jego szczytnych pragnień i zamierzeń nic mu się nie udało zrealizować. Wręcz przeciwnie, cały jego imponujący ludzki potencjał: inteligencja, wykształcenie, sprawność fizyczna marnują się, a on sam się starzeje. Czy taki ktoś powinien paść owce, na dodatek nie własne, ale swego teścia? Przecież został zredukowany niemal do roli niewolnika. Mijają już nie lata, ale dziesięciolecia – i nic się nie dzieje. Wszystko zdaje się zmierzać ku tragicznemu końcowi. Mojżesz jednak się nie skarży, cierpi w milczeniu. Imię jego pierworodnego syna „Gerszon” brzmi jak westchnienie człowieka głęboko nieszczęśliwego, bo oznacza: Jestem wygnańcem w obcej ziemi. Zarówno Izraelici w Egipcie, jak i Mojżesz na pustyni dochodzą do dramatycznego przekonania: nic się już nie da zrobić, już po nas!

To doświadczenie własnej bezsilności i braku jakichkolwiek perspektyw jest z punktu widzenia duchowego niezwykle ważne. Wtedy dopiero człowiek przekonuje się, ile jest wart przy całym swoim potencjale. Bez wiary takie doświadczenie zamienia się w tragedię, jak choćby u rozfilozofowanych Greków. Mojżesz jednak niesie w sobie elementarne dziedzictwo Abrahama, akceptuje tragiczność swej sytuacji i ma nadzieję, że stanie się niemożliwe. W ten sposób odbiera jej pełne jadu żądło śmierci. Tak rodzi się pokora. Leży ona, owszem, w popiele, czy jak kto woli, w gnoju, ale wzrok ma wzniesiony ku górze. Łączy w sobie dwie rzeczywistości: tragiczność prawdy o człowieku z otwartością na prawdę o Bogu, który objawia się jako Miłość. Rozpościera się pomiędzy Jezusowym beze Mnie nic uczynić nie możecie i Pawłowym wszystko mogę w tym, który mnie umacnia. Mojżesz staje się najpokorniejszym z ludzi, jacy żyli na ziemi (por. Lb 12, 3). Takiemu człowiekowi Bóg objawia swe imię. To imię, które – jak poświadczają bibliści – nie oznacza przede wszystkim tego, iż do istoty Boga należy istnienie, jak to zinterpretował św. Tomasz z Akwinu, ale JESTEM DLA CIEBIE, a być dla drugiego to przecież esencja miłości.

 

Przeczytaj także

ks. Stanisław Łucarz SJ
Mikołaj Świerad
ks. Dariusz Wiśniewski SJ
ks. Stanisław Groń SJ
ks. Bogdan Długosz SJ
ks. Stanisław Biel SJ

Warto odwiedzić