Sens naszych dni

13 wrz 2015
Danuta Ciszek
 

W rozgwarze świata, w którym żyjemy, warto poświęcić chwilę czasu na refleksję o kulturze i filozofii życia, aby zobaczyć, co z tego wynika dla mnie – człowieka, który wierzy w Boga i pragnie kierować się Jego prawami.

Coraz mocniej odczuwany jest klimat antychrześcijański, wyrażający się walką z Bogiem, z tymi, którzy do Niego należą i ku Niemu dążą w swych życiowych czy codziennych wyborach. Stanowimy nieustannie obiekt manipulacji. Bez wątpienia oddziałuje na nas wiele czynników, ale trzy mają szczególną wagę i warto im się baczniej przyjrzeć. Tkwimy w kulturze konsumizmu i konsumpcjonizmu; kulturze kompetencji oraz kulturze obojętności.

 

Kultura konsumizmu i konsumpcjonizmu

Konsumizm i konsumpcjonizm to pojęcia o wymiarze etycznym i społecznym. Konsumizm jest powszechnym zjawiskiem. Jesteśmy na rozmaity sposób zachęcani do tego, aby konsumować, wydawać pieniądze na produkty coraz bardziej atrakcyjne, fascynujące, niezbędne nam – podobno – do szczęścia. Zmuszani, niekiedy w wyrafinowany, a często nachalny sposób, by te przedmioty posiadać. Człowiek traktowany, jako potencjalny klient jest podporządkowany temu procesowi poprzez reklamę lub sztucznie rozbudzane potrzeby. Zwykle nie ma czasu, by się nacieszyć nowością, bo nowy hit wypiera ten odrobinę starszy. W ten sposób relatywizuje się wartość przedmiotu, a nabywca przeżywa frustracje.

Konsumpcjonizm to zjawisko kulturowe lub koncepcja życia, która przedkłada dynamikę posiadania nad świadomość bycia. Łączy się z utratą autentycznego sensu istnienia. Człowiek staje się niewolnikiem rzeczy, a nierzadko też osób. Obniża lub przestaje uznawać swoją wartość i wielkość, podobnie czyniąc wobec bliźniego. W efekcie pozbawia się możliwości przeżycia w pełni swego człowieczeństwa i nawiązania relacji solidarności we wspólnocie z innymi.

Co się za tym kryje? Filozofia, która mówi: być człowiekiem szczęśliwym to znaczy posiadać. Innymi słowy jest to bycie ukierunkowane na „mieć”. Przy czym jest to szczególne „mieć”: mieć więcej od sąsiadów, koleżanek, aby zaimponować, aby wzbudzić w nich zazdrość. Czyż nie jest tak, że ten, kto ma, zwłaszcza ma więcej, jest dzisiaj uważany za kogoś lepszego, bardziej zaradnego, umiejętnego, szczęśliwego, jest bardziej ceniony? Bogaty z nadmiarem jednak niekoniecznie jest szczęśliwy, nie korzysta z dóbr należycie, bo martwi się chociażby o to, aby ich nie stracić. Coraz mniej w nim ochoty, by się tym, co posiada, dzielić z innymi – bo niby dlaczego. Natomiast ten, który w swoim mniemaniu lub w mniemaniu innych nie ma materialnego bogactwa, nie ma czym imponować, nie dorobił się niczego, bywa traktowany jako gorszy bądź wręcz nieudacznik. Jeżeli ulegając opinii otoczenia, sam o sobie też tak myśli, staje się nieszczęśliwy, depresyjny.

A przecież można być szczęśliwym, mając niewiele. Bóg zawsze podkreśla, że ważniejsza jest osoba niż rzecz. Jezus czuł się kochany, jako Syn Ojca. Miał wiele osób wokół siebie, chociaż był ubogi. Ludzie tłumnie garnęli się do Niego. Wrażliwy na sprawy i biedę innych rozdawał swój czas, pomagał, doradzał. Rozdawał swoje umiejętności, zdolności: nauczał, leczył chorych, złamanych na duszy… Był bogaty w cnoty: nadzieję, miłość, sprawiedliwość, umiarkowanie i roztropność...

Uwierzmy, że każdy z nas też jest człowiekiem bogatym! Jezus mówi: masz zdrowie, czas, różne talenty. Możesz poświęcić innym uwagę, usłużyć swoimi zdolnościami, podzielić się czasem, radością z tego, co posiadasz. To często bywa trudne, ale jest potrzebne. Posiadanie majętności nie musi być złe, warto jednak pamiętać, że nie one są powodem szczęścia. W naszym życiu nie liczy się zdobywanie świata i obrastanie w jego dobra, ale cieszenie się tym, co się posiada. Ważne jest budowanie kultury bardziej ludzkiej, kształtowanie właściwej hierarchii wartości.

 

Kultura kompetencji

Dzisiaj najlepiej być kimś ważnym, umieć wiele i ciągle się rozwijać, mieć znajomości, kompetencje, perspektywy – wówczas otoczenie, świat się z kimś takim liczy. Ale równocześnie trzeba walczyć o wszystko: o miejsce, pracę, awans itd. Czy do tego nie zmusza nas życie?

Co się wówczas dzieje? Drugi człowiek przestaje być moim bliźnim, zagraża mi. Rodzi to rywalizację, agresję i gwałtowność. Czy może wówczas istnieć prawidłowa komunikacja z drugą osobą? Relacje czyste i bezinteresowne w obecnej kulturze zdają się nie istnieć. Ciągle analizujemy nasze odniesienia do innych. Miłość lub przyjaźń jawi się jako „ludożerstwo”: muszę posiąść tego drugiego. Muszę zabiegać, aby ten drugi mi nie zagroził: poznać go, by był stale pod kontrolą – nie był lepszy ode mnie, nie wymknął mi się. Nie ma budowania relacji, bowiem nie ma znaczenia, kim ty jesteś. To nie jest ważne. Istotne jest, do czego możesz być potrzebny, jak cię można wykorzystać, na ile będziesz skłonny pójść na kompromisy… a kiedy skończy się twoja użyteczność, zostaniesz po prostu wyrzucony.

W świecie Jezusa obowiązuje przykazanie miłości. Miłość bezinteresowna jest możliwa, by jednoczyć ludzi z sobą i z Bogiem. Chrześcijanie pragną się dzielić tą miłością ze względu na człowieka. Nie ma potrzeby, aby o tym mówić, ale zwyczajnie należy pokazać, jak to się robi. Taka jest odpowiedź miłości na agresję i gwałt.

 

Kultura obojętności

Ludzie nie potrafią być z innymi. Coraz bardziej koncentrują się na sobie i swoich sprawach. Ileż widzimy wyobcowania, podziałów, braku szacunku dla siebie, dla inności lub poglądów drugiej osoby. Niestety, spotykamy się z tym nawet wśród najbliższych, w rodzinach. Paradoks: nigdy dotąd w historii nie było tylu możliwości komunikacji, a równocześnie świat nie był tak bardzo podzielony. Jesteśmy zasypywani negatywnymi wiadomościami, które wiodą prym w przekazach. Pozytywne – mówi się – są nudne, niemedialne, nieciekawe dla odbiorców. Wiadomości obiektywne zastępują opinie, komentarze osób pragnących dominować i manipulować innymi, a manipulacja wyraża się narzucaniem sposobu myślenia, rozumienia i propozycjami, których nie da się realizować, bo… przeczą zdrowemu rozsądkowi.

Co na to chrześcijanin? Człowiek jest podmiotem swego istnienia i działania, a równocześnie konkretnym „ja” – jedynym i niepowtarzalnym. W tym podwójnym znaczeniu doświadcza wszystkiego (przyjemności, rozkoszy, szczęścia, stanu posiadania czy zamożności, bólu i cierpienia itp.), ale też dotyka go doświadczenie konsumpcyjne ze swymi ujemnymi konsekwencjami. Bytuje, ma swój styl i działa, wyciąga wnioski i je wartościuje, oddziałuje na innych.

Chrześcijanin winien więc podnieś głowę i świadomie, a zarazem spokojnie, naturalnie dzielić się Dobrą Nowiną. Każdy człowiek jest inny i nosi w sobie bogactwo. Możemy żyć w jedności, szanując się wzajemnie – to jest realizowanie miłości w praktyce. Piękno leży przecież w różnorodności. Życie na co dzień tym, co daje Ewangelia, jest możliwe. Słuchajmy, co mówią inni, ale to my sami dokonujmy wyborów, decydujmy, co zrobimy. Ponadto bycie dzieckiem Boga zobowiązuje. Nie można żyć z Chrystusem, bez równoczesnej realizacji w codziennych działaniach Jego przesłania.

Błogosławieństwa z Mateuszowej Ewangelii (rozdz. 5) są kwintesencją nauczania Jezusa. Syn Boży wychodzi na górę, pragnie ludzi pociągnąć ku wyższym wartościom, ma autorytet. Rysuje nowy porządek rzeczy. Wszystko zależy od człowieka. Ten, kto jest zanurzony w Bogu, otwarty na Jego bogactwo, słucha Pana. Ważne jest poszerzanie serca, aby było pełne. Błogosławiony – znaczy szczęśliwy.

 

Przeczytaj także

Dominik Terstriep SJ
Papież Franciszek
ks. Jacek Poznański SJ
ks. Stanisław Biel SJ
ks. Ottavio De Bertolis SJ
animatorka Anna

Warto odwiedzić