Od 2008 r. trwają prace konserwatorskie przy malowidłach ściennych w katedrze ormiańskiej we Lwowie. W ubiegłym roku dobiegła końca pierwsza część szeroko pomyślanego projektu, która obejmowała wnętrze nawy głównej świątyni. Od lat 20. XX w. wypełniają je niezwykłe malowidła ścienne autorstwa Jana Henryka Rosena, wciąż mało znanego, lecz bez wątpienia wyjątkowego artysty, jednego z najważniejszych twórców monumentalnego malarstwa sakralnego międzywojennej Polski.
Niezliczone są w Polsce wizerunki Matki Bożej, jedne pisane na desce jako ikony, inne malowane na płótnie, repusowane na blasze czy też rzeźbione w drewnie lub odkuwane w kamieniu. W kategoriach tworzywa jeden wizerunek wydaje się być unikatem.
W krajach katolickich w XVII w. zaczął upowszechniać się zwyczaj budowania kaplic poświęconych Matce Bożej Loretańskiej, zwyczaj mający związek z reakcją na szerzący się agresywnie protestantyzm.
Liczba katolików w Skandynawii od kilku lat intensywnie wzrasta. Największą grupę spośród nich stanowią migranci z Polski, Litwy, Słowacji i Chorwacji oraz z Filipin i Wietnamu, którzy do bogatych państw skandynawskich przyjeżdżają w poszukiwaniu pracy.
W malowniczej dolinie, w miejscu, gdzie styka się zachodni masyw Bieszczad z Beskidem Niskim, w rozwidleniu dróg do Ustrzyk Dolnych i do Sanoka, rozsiadła się szeroko wieś Komańcza.
Jeżeli modlisz się, siedząc tylko przy ogniu i nie wychodząc w pole, Bóg obsypie cię popiołem. Tych, którzy z Nim handlują, Bóg obdziera do ostatniego grosza. Nie targuj się z Nim, poczekaj, aż zrobi ci prezent. (przysłowia rwandyjskie)
Polacy mieszkający w Norwegii zmieniają ten skandynawski kraj na wielu płaszczyznach: społecznej, kulturalnej i religijnej. O roli naszych rodaków warto pomyśleć w kontekście słów profesora Knuta Andreasa Grimstada z Uniwersytetu w Oslo, który powiedział, że Norwegia bez Polakówbyłaby innym państwem.
Lidzbark Warmiński, stolica Warmii, to spokojne miasteczko nad Łyną, zasilaną rzeczką o staropruskiej nazwie Symsarna, odległej reminiscencji ludu, jaki tu ongiś zamieszkiwał.
Dzień był gorący i bezwietrzny, woda w morzu turkusowa, jak zawsze na Karaibach. Trzech młodzieńców, dwóch białych i jeden czarnoskóry, odbili od brzegu i wypuścili się na połów. I oto nagle zerwała się gwałtowna wichura, w mgnieniu oka fale spiętrzyły się na wysokość kilku metrów.