Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary - 7 VI 2026
10. Niedziela zwykła;
Ewangelia według św. Mateusza 9, 9-13
Jezus do uczniów w Wieczerniku na ostatniej wieczerzy powiedział: nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem... (J 15, 16).
Tutaj widzimy, jak to się dokonało w życiu jednego z nich. Jezus zaprasza siedzącego w komorze celnej celnika do tego, by poszedł za Nim, czyli by stał się Jego uczniem. Spróbujmy wychwycić spojrzenie Jezusa, które spoczywa na celniku Mateuszu i spróbujmy usłyszeć Jego głos. Głos wyraża duszę człowieka, a w sposobie mówienia wyraża się cały człowiek. Co było w oczach i głosie Jezusa, że Mateusz zareagował tak radykalnie, zostawiając wszystko i wszystkich i ruszając za Tym, który go wybrał do grona swoich najbliższych współpracowników? Czy mam świadomość, że na Jego wybór nie możemy sobie zasłużyć, lecz jest to zawsze Jego suwerenna decyzja?
Jednak pójście za Jezusem nie oznaczało dla Mateusza zamknięcia się na swoich dotychczasowych kolegów, na swoje środowisko. On przyprowadził swego Mistrza do tego środowiska. Gdy Jezus siedział za stołem w jego domu, przyszło tam wielu jego kolegów celników – raczej prowadzących grzeszne życie na co dzień – i siedzieli oni spokojnie razem z Jezusem i Jego uczniami. Jezus ukazuje im miłosierne oblicze Boga, który ich nie odrzuca.
Istnieje ryzyko, że idąc za Jezusem, zamykamy się w gronie przyjaciół ze wspólnoty, zostawiając na boku swoje środowisko życia i pracy. Czasem oddzielamy za mocno nasze bycie z Nim w Kościele od naszego codziennego życia. Zastanówmy się, jak przyprowadzić Jezusa do swego środowiska, do swoich kolegów i znajomych.
Postawa Jezusa wobec Mateusza i jego kolegów gorszy faryzeuszów, którzy nie mają odwagi zwrócić się z tym do samego Jezusa, lecz pytają Jego uczniów, dlaczego ich Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami. Jezus usłyszawszy ich prowokacyjne pytanie, tłumaczy im jasno, że nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. A potem odsyła ich z zadaniem, by postarali się zrozumieć, co znaczy to, co mówi Bóg już przez proroka Ozeasza: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Prorocy często piętnowali ofiary składane bez zaangażowania wewnętrznego lub nie mające związku z miłością bliźniego. Jezus przypomina więc faryzeuszom słowa proroka. Spełnianie praktyk pobożnych nie jest bowiem miarodajną wykładnią miłości Boga. Przeciwstawienie miłości i ofiary sugeruje, że praktyka religijna może trwać także tam, gdzie jest bardzo mało żywej wiary, a nawet może zaistnieć taka sytuacja, kiedy składane ofiary są wyłącznie próbą ukrycia przed innymi swego prawdziwego życia, całkiem przeciwnego wezwaniom Bożej miłości.
Jak nasza pobożność łączy się z miłością i miłosierdziem? Czy czasami nie wolimy oddawać Bogu „ofiary” przestrzeganych nakazów kultycznych i pobożnościowych zamiast rozpalać serce miłością i miłosierdziem do otaczających nas ludzi?
