Święty Filip Neri
Święci są dla nas jak gwiazdy, które kiedyś wskazywały drogę do portu marynarzom. My również potrzebujemy sprawdzonych przewodników, przemierzając wzburzone morze naszego życia. Dla św. Johna Henriego Newmana taką gwiazdą wskazującą drogę do nieba był św. Filip Neri (1515-1595). Oto jak pisze o jego pokorze:
Gdy Filip dowiadywał się, że ktoś dopuścił się zbrodni, mówił: Dzięki Ci, Boże, że nie dopuściłem się zbrodni jeszcze większej.
Na spowiedzi płakał rzęsistymi łzami i powiadał: Nigdy niczego dobrego nie uczyniłem.
Kiedy jakaś penitentka powiedziała, że nie może patrzeć, jak źle go traktują niektóre osoby wiele mu zawdzięczające, odrzekł jej: Gdybym był pokorny, Bóg nie zesłałby tego na mnie.
Kiedy jedna z jego córek duchowych rzekła do niego: Ojcze, pragnę mieć jakiś przedmiot od ciebie, żebym mogła go czcić, bo jesteś świętym, zwrócił ku niej twarz płonącą gniewem i wybuchnął: Odejdź! Jestem szatanem, a nie świętym.
Komuś innemu, kto mówił mu: Ojcze, przyszła do mnie pokusa, aby myśleć, że nie jesteś tym, za co świat cię uważa, odpowiedział: Bądź pewny, że jestem człowiekiem takim jak moi sąsiedzi, niczym więcej.
Kiedy słyszał, że ktoś ma o nim dobre mniemanie, powiadał: O, biedak ze mnie! Ileż biednych dziewcząt będzie większymi w raju niż ja.
Unikał wszelkich oznak czci. Nie znosił, kiedy mu w jakikolwiek sposób okazywano szacunek. Kiedy ludzie pragnęli dotknąć jego szat i klękali, gdy przechodził, zwykł był mówić: Wstańcie! Zejdźcie z mojej drogi! Nie lubił, żeby całowano go w rękę; czasem jednak pozwalał na to, jeśli nie chciał urazić czyichś uczuć.
Był przeciwnikiem wszelkich rywalizacji i sporów. Zawsze przyjmował za dobrą monetę wszystko, co o nim mówiono. Miał szczególny wstręt do wszelkiej sztuczności, czy to w mówieniu, czy w sposobie ubierania się, czy w czymkolwiek innym.
Nie znosił ludzi dwulicowych; kłamców nie mógł ścierpieć i ciągle upominał swoje dzieci duchowe, aby ich unikały jak zarazy. Ciągle pytał o radę, nawet w sprawach mniejszej wagi. Stałą radą, jakiej udzielał penitentom, było, aby nie polegali na samych sobie, lecz zawsze szukali rady innych i zapewniali sobie pomoc tylu modlitw, ilu tylko mogą.
Bardzo lubił, kiedy go źle traktowano, a nawet lekceważono.
Potrafił w niezwykle przyjemny sposób załatwiać sprawy z ludźmi, miał ujmującą słodycz w rozmowie, był pełen współczucia i zawsze był uważny.
Nigdy nie lubił mówić o sobie. Rzadko pojawiały się w jego ustach takie wyrażenia, jak „powiedziałem” albo „uczyniłem”. Innych też upominał, aby nigdy się nie popisywali, czy to poważnie, czy żartem, zwłaszcza w takich sprawach, które rzeczywiście przynosiły im chlubę.
Jak św. Jan Ewangelista, będąc stary, ciągle powtarzał: Synaczkowie, kochajcie się nawzajem, tak Filip stale powtarzał swą ulubioną naukę: Bądźcie pokorni; nie miejcie wysokiego mniemania o sobie.
Mawiał, że jeśli dokonaliśmy dobrego czynu, a kto inny przypisywał sobie tę zasługę, powinniśmy się cieszyć i dziękować Bogu.
Mawiał też, że nikt nie powinien mówić: O, ja nigdy nie upadnę, nigdy nie popełnię grzechu – bo takie mówienie wyraźnym jest znakiem, że właśnie się upadnie.
Bardzo był niezadowolony z ludzi, którzy szukali dla siebie usprawiedliwień; kiedy natykał się na taką osobę, nazywał ją „kumoszką Ewą”; Ewa bowiem broniła się usprawiedliwieniami, zamiast być pokorną.
***
Modlitwa
Filipie, pełen chwały mój patronie, który sławę, a nawet dobre mniemanie u ludzi uważałeś za mierzwę, dla mnie także wyjednaj swoimi modlitwami u Pana mego i Zbawcy tę samą cnotę. Jakże wyniosłe są moje myśli, jak wzgardliwe moje słowa, jak pełne ambicji moje czyny. Wyjednaj mi owo skromne mniemanie o sobie, którym ty byłeś obdarzony; wyjednaj mi wiedzę o tym, jaką jestem nicością, abym mógł się radować, kiedy mną wzgardzą i abym zawsze starał się być wielki tylko w oczach mego Boga i Sędziego.