Jak reagować na zło? - 13 IX 2026

13 wrz 2026
ks. Stanisław Łucarz SJ
 

24. Niedziela zwykła;
Ewangelia według św. Mateusza 18, 21-35

Od upadku pierwszych ludzi grzech jest stałym elementem naszej historii. Stanowi zaprzeczenie tego, co Bóg dla nas zaplanował.

Stwórca powołał nas do życia z miłości i do miłości – dlatego człowiek czuje się szczęśliwy tylko wtedy, gdy kocha i jest kochany. Grzech uderza w ten Boży zamysł, raniąc najgłębszą strukturę naszej istoty. Zawsze niesie za sobą ból i zniszczenie.

Brak miłości mocno wpisuje się nie tylko w dzieje świata, ale też w osobistą historię każdego z nas. Wszyscy nosimy w sobie rany zadane przez grzechy innych lub własne. Zło jest powszechne i nie potrzebujemy na to dowodów – znamy je z własnego doświadczenia. Jak na nie reagować?

Niektórzy uważają, że zła i braku miłości nie da się wyeliminować z tego świata. Twierdzą, że trzeba się z tym jakoś pogodzić, wycofać, stworzyć dla siebie bezpieczne oazy spokoju i odgrodzić się od reszty świata, by ucierpieć jak najmniej. To bardzo powszechna postawa, ale nie jest to dobra metoda. Zapewne wszyscy doświadczyliśmy już sytuacji, w których zło i brak miłości uderzyły w nas tam, gdzie najmniej się tego spodziewaliśmy: we wspólnocie Kościoła czy ze strony najbliższej osoby, od której oczekiwaliśmy wyłącznie akceptacji i pomocy. Właśnie dlatego te rany bolą najbardziej.

Istnieje też druga grupa ludzi – tacy, którzy ruszają ze złem na wojnę, wierząc, że zdołają je całkowicie wykorzenić za pomocą siły i przemocy. Ileż to rewolucji widziała Europa, ile wojen i cierpienia rzekomo w imię sprawiedliwości i pokoju? Wystarczy wspomnieć złudne ideologie minionego stulecia, które obiecywały uwolnić świat od zła, a doprowadziły do zagłady milionów istnień ludzkich, paradoksalnie tylko to zło potęgując. Przemoc zawsze rodzi kolejną przemoc. Zła nie da się zwalczyć złem – w ten sposób jedynie się je mnoży, i to na każdym poziomie: w polityce międzynarodowej, w społeczeństwie, w szkole czy wewnątrz naszych rodzin. Po tragicznych doświadczeniach XX wieku wielu ludzi w Europie zrozumiało tę prawdę i zaczęło tworzyć ruchy propagujące pacyfizm i brak przemocy. Jednak niestosowanie przemocy szybko napotyka swoje granice, jeśli nie stoi za nim głęboka wiara. W sytuacjach zagrożenia człowiek broni się instynktownie, a piękne zasady pryskają niczym bańka mydlana.

Co w tej sytuacji proponuje Jezus? Nie odnajdziemy Go w żadnej z tych postaw. Jezus nigdy nie godził się na grzech i odważnie go obnażał. Jednocześnie nigdy nie walczył ze złem, używając przemocy. Proponuje nam zupełnie inną drogę. Jego postawa to nie bierne uleganie przemocy, lecz bezwarunkowe przebaczenie z głębi serca.

Taka postawa jest jednak możliwa tylko wtedy, gdy sami doświadczyliśmy bezwarunkowej miłości i przebaczenia Boga w Jezusie Chrystusie. To kluczowe doświadczenie daje chrześcijaninowi siłę, by wybaczać innym. Kiedy Jezus mówi: Beze Mnie nic nie możecie uczynić (J 15, 5b), ma na myśli właśnie takie sytuacje, w których ludzkie siły zawodzą. Chrześcijańska doskonałość nie polega na ślepym przestrzeganiu przepisów ani na perfekcjonizmie, lecz właśnie na przebaczeniu. Prawdziwy chrześcijanin to mistrz przebaczania. Ono jest sprawdzianem naszej wiary. Jeśli nosimy w sercu urazę i nie potrafimy komuś wybaczyć, oznacza to, że wciąż nie poznaliśmy prawdziwie Chrystusa i Bożej miłości.

 

Warto odwiedzić