Przy Chrystusie wśród fal śmierci - 9 VIII 2026

09 sie 2026
ks. Stanisław Łucarz SJ
 

19. Niedziela zwykła;
Ewangelia według św. Mateusza 14, 22-33

Słowo Boże tej niedzieli przychodzi, aby oświetlić nasze życie niczym biblijna lampa, która rozprasza wszelkie ciemności (por. Ps 119, 105).

Ewangelia opisująca dramatyczne spotkanie apostołów z Jezusem na wzburzonym jeziorze doskonale obrazuje dynamikę każdego ludzkiego powołania i codzienne zmagania chrześcijanina.

Wszystko zaczyna się od spektakularnego sukcesu – cudownego rozmnożenia chleba i nakarmienia ponad pięciu tysięcy ludzi zaledwie pięcioma chlebami i dwiema rybami. Zachwycony tłum, wzorem starożytnych Rzymian pragnący jedynie „chleba i igrzysk”, chce natychmiast ogłosić Jezusa królem. On jednak nie przyszedł na świat dla ziemskich sukcesów. Uczy nas, że dobra materialne, zgromadzone pieniądze czy zdobyte tytuły nie dają prawdziwego szczęścia i wcześniej czy później wszystko to utracimy. Talenty oraz możliwości, którymi obdarza nas Bóg, nie mają służyć naszemu samolubnemu zadowoleniu, lecz dzieleniu się z innymi w duchu miłości.

Jezus uczy uczniów tej logiki w niezwykle radykalny sposób. Zamiast pozwolić im zdyskontować ten wielki sukces, zmusza ich do wejścia w noc, na jezioro, przy przeciwnym wietrze i wysokich falach. Doświadczeni rybacy wiedzą, że to wbrew zasadom bezpiecznej żeglugi. Po co Pan Bóg tak postępuje? Aby objawić swoją moc pośród naszych słabości. Chrześcijanin nie żyje na świecie tylko po to, by zbawić jedynie własną duszę. Byłby to rodzaj religijnego egoizmu. Naszą misją jest objawianie Boga w tym świecie, Jego mocy i miłości, mimo naszych słabości, a może szczególnie na ich tle.

Gdy nad ranem – o czwartej straży nocnej, a więc tuż przed świtem – śmiertelnie zmęczeni apostołowie widzą Jezusa kroczącego po falach, które w Biblii symbolizują śmierć i chaos, krzyczą z przerażenia, biorąc Go za zjawę (phantasma). Jezus uspokaja ich delikatnie: Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się! Wtedy Piotr prosi Go, aby on mógł przyjść do Jezusa po falach. A Pan mówi mu: Przyjdź! To piękny i wymowny obraz chrześcijanina, który idzie do Jezusa przez życie po wodach śmierci, pośród trudnych czy wręcz niemożliwych do zniesienia doświadczeń. Dopóki jego wzrok jest skupiony wyłącznie na Jezusie, czyni rzeczy po ludzku niemożliwe. Kiedy jednak zamiast patrzeć na Pana skupia się na silnym wietrze, ogarnia go lęk i natychmiast zaczyna tonąć.

To kluczowa lekcja: toniemy wtedy, gdy przeciwności losu stają się dla nas ważniejsze niż Chrystus i relacja z Nim. Pięknym przykładem trwania przy Jezusie mimo potężnych fal cierpienia był św. Jan Paweł II – zagrożony jeszcze przed narodzeniem (lekarze proponowali jego matce aborcję z powodu jej słabego zdrowia), osierocony w dzieciństwie, potrącony przez niemiecką ciężarówkę w czasie drugiej wojny światowej, cudownie ocalony z zamachu na swoje życie, krytykowany przez media, a nawet niektórych ludzi Kościoła, a na koniec zmagający się z paraliżującą chorobą Parkinsona. Mimo klęsk w oczach świata, dzięki głębokiej wierze, odniósł ostateczne zwycięstwo. Wielu z nas zapewne pamięta jego obraz, kiedy w Wielki Piątek, podczas Drogi krzyżowej w Koloseum trwał przy Chrystusie ukrzyżowanym, obejmując Jego krzyż w swojej papieskiej kaplicy.

Gdy Piotr tonie, woła o pomoc: Panie, ratuj mnie!, Jezus wyciąga rękę i pyta: Czemu zwątpiłeś, małej wiary? W oryginale greckim mamy tam słowo ἐδίστασας (edistasas), które oznacza dosłownie: „Czemu zdystansowałeś się [ode Mnie]?”. Istotą wątpienia jest bowiem dystans. Dlatego w chwilach największej bezsilności musimy walczyć o bliskość z Chrystusem, by ostatecznie wyznać z wiarą: Prawdziwie Ty jesteś Synem Bożym.

 

Przeczytaj także

Warto odwiedzić