Człowiek wyboru - 26 VII 2026

23 lip 2026
ks. Robert Więcek SJ
 

17. Niedziela zwykła;
Ewangelia według św. Mateusza 13, 44-52

Królestwo niebieskie to kwestia wyboru. W przypowieściach kluczowym elementem jest wybór – pewnego człowieka, kupca i rybaków.

Stoimy na drodze i dokonujemy wyboru fundamentalnego: wchodzimy na nią i nią idziemy, czy też szukamy innej. Dla nas chrześcijan wyborem fundamentalnym jest Bóg: wybieram Boga, czy też szukam kogoś/coś innego? W podejmowaniu i niepodejmowaniu kogoś/czegoś zawiera się wybór.

Człowiek znalazł skarb ukryty w roli, i mógł podjąć różne decyzje. Ten ukrył go ponownie. Ten wybór nie był „zamknięciem” na zawsze. To było pójście „na całość”. Bo zakopał, aby… pójść, sprzedać cały majątek i dokonać zakupu roli. Skarbu się nie kupi. A jeśli nawet, to z całą przestrzenią, w której ów skarb się znajduje. Przecież właściciel ziemi jest właścicielem tego, co się w niej znajduje. Wybierając Jezusa Chrystusa, staje się uczestnikiem całego „skarbu”, który jest w Synu Bożym – w Sercu Jezusa.

Kupiec z zawodu skupuje perły – jest ich poszukiwaczem. Taki wybór. Taka profesja. „Takie powołanie”. Zna się na tym dobrze. Wyruszając w drogę, dokonuje wyboru. Chce szukać. Nie wiadomo, czy szuka tej „jednej drogocennej perły”, jednak wie, że droga, na którą wszedł, może go zaskoczyć. Kiedy tak się dzieje, bo znalazł „tę jedną”, to wie, że jest „drogo-cenna”. Staje wobec wyboru: chcę ją mieć, czy też nie? Gdy pada „tak”, to kolejna decyzja, bo trzeba sprzedać wszystko, by ją kupić. I to czyni. Gdy Bóg staje się „jedyny”, to trzeba mi dokonać wyboru, bo nie mogę dwom panom służyć.

Trzeci obraz prowadzi nas nad morze, gdzie rybacy zarzucają sieci. Znowu cały ciąg świadomych wyborów: jesteśmy rybakami, mamy sprzęt, wypływamy w morze, zarzucamy sieci. To nie dzieje się bezwolnie! Natomiast „co” złowimy, to nie podlega kwestii i nie leży w gestii naszych wyborów. Tak więc słyszymy o sieci zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju. Gdy sieć się napełnia, to zapada decyzja powrotu na brzeg, wszak nie da się w nieskończoność ją napełniać, bo „pozrywa się”. Właśnie na brzegu – „poza wodą” (środowiskiem pracy) biorą się do codziennych wyborów. Wiedzą, że nie wszystkie ryby są dobre, oddzielają je od tych złych. Dobre zebrali w naczynia, a złe odrzucili – nasuwa się teoretycznie oczywisty wybór: „wybierz dobro, odrzuć zło”. Idąc za Jezusem, nie mogę jednocześnie „iść” i „nie iść”, podzielać jednej wartości, a nie przejmować się innymi. Wybór bowiem dotyczy całego człowieka, całej jego historii i obejmuje całość rzeczywistości.

W każdym dobrym wyborze, jeżeli chodzi o nas samych, oko naszej intencji winno być proste, wpatrzone jedynie w cel, dla którego jestem stworzony, a mianowicie dla chwały Boga, Pana naszego, i dla zbawienia mej duszy. I dlatego cokolwiek wybieram, powinno być pomocne do tego celu, dla którego jestem stworzony. Nie trzeba bowiem podporządkowywać i naciągać celu do środków, ale środki do celu – tak we wprowadzeniu do „wyboru” napisał św. Ignacy Loyola w Ćwiczeniach duchownych (nr 169).

Albowiem dotykamy czegoś, co jest o wiele „bardziej, dalej, pełniej, głębiej” niż ziemska perspektywa. Rozważamy dziś wybór dotyczący królestwa niebieskiego – raju, tj. życia wiecznego. Przecież ostateczną perspektywą przypowieści jest to, co będzie przy końcu świata. Wtedy też dokonany zostanie wybór ostateczny. Aniołowie to uczynią: wyłączą złych spośród sprawiedliwych.

To mamy zrozumieć! Cel ostateczny jest perspektywą wyborów tutaj na ziemi. To nie jest życie oderwane od ziemi, pogarda tego co ziemskie. To jest mądrość ucznia królestwa niebieskiego, (…) który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare. Wie, co wybrał i co ma, i na czym stoi. Wie też, co, gdzie, jak i w jakim czasie używać. Mądre wybory prowadzą do mądrości. Zawsze. Jeden za wszystkich. Wszystko za (J)jednego.

 

Warto odwiedzić