Projekt Egipt

11 lut 2017
Joanna Cabak
 

W ciepłą sierpniową noc na ul. Kopernika w Krakowie, stanęliśmy z plecakami po brzegi wypełnionymi kredkami, blokami, zeszytami i ruszyliśmy w drogę. Kolejna noc to już kairski balkon, gdzie pełni wdzięczności między meczetem a kościołem uwielbialiśmy Boga.

Do Kairu przyciągnął nas Projekt Egipt, czyli wolontariat misyjny, który działa w ramach Jezuickiego Centrum Społecznego „W akcji”. Studiujemy na różnych krakowskich uczelniach i wraz z jezuitą o. Krzysztofem tegoroczne wakacje spędziliśmy w mieście faraonów, a dokładniej w kairskiej dzielnicy El Matariya, gdzie pracowaliśmy z dziećmi.

Asia, Basia, Ola, Ania, Darek, Michał i o. Krzysztof to część Projektu, która wyjechała na misje, ale Projekt Egipt to nie tylko nasza siódemka, lecz wszyscy, którzy nas wspierali duchowo i materialnie. Przygotowania rozpoczęliśmy w grudniu. Kwesty, pomysły na lekcje języka angielskiego, zabawy, modlitwa. Wszystkie kroki, nawet te najmniejsze, np. wycinanie kalamburów, dawały poczucie wspólnoty, a myśl o sierpniu sprawiała, że nożyczki jakoś lepiej cięły. Po ośmiomiesięcznej fazie przygotowań wyruszyliśmy z Krakowa przez Budapeszt i Stambuł, aby w końcu postawić stopy na egipskiej ziemi.

 

Miłość w oczach

Pierwsze spotkanie z dziećmi na pewno na długo zostanie w naszych wspomnieniach. Całe przedpołudnie przygotowywaliśmy się, aby jak najlepiej wykorzystać ten czas. Nasze plany legły w gruzach już na samym początku, bo to mali Egipcjanie zajęli się nami. Zanim rozpoczęliśmy oficjalne przywitanie, z każdej strony zostaliśmy otoczeni czarnymi oczami, które z wielkim zainteresowaniem wpatrywały się w nas. My sami nie mogliśmy się nadziwić tej otwartości i po kilku minutach, dzięki uściskom, przytulaniu granice znikały.

Od dzieci doświadczyliśmy wiele miłości, która była wyrażana w różnoraki sposób, od przytulania po laurki z serduszkami, którymi nas zasypywały. Największą liczbę serduszek dostała Ola, która podczas naszego wyjazdu obchodziła urodziny. Z resztą grupy i maluchami przygotowaliśmy niespodziankę. Życzenia płynące prosto z serca, po arabsku, angielsku, po polsku... Łzy szczęścia jeszcze długo po tym pojawiały się na jej twarzy.

 

Pocztówka z Polski

Wcześniej w Polsce zorganizowaliśmy akcję „Pokoloruj Egipt”. Dzieci ze Szkoły Podstawowej w Łabowej zbierały kredki, farbki, zeszyty, ołówki, bloki, które później zapakowaliśmy do naszych bagaży. Starsi uczniowie napisali po angielsku listy do egipskich rówieśników. Opisali w nich nasz kraj, zwyczaje, najbardziej znane potrawy, ale przede wszystkim pisali o sobie, rodzinie, zainteresowaniach...

Listy okazały się strzałem w dziesiątkę. Nasi podopieczni byli zachwyceni. Uśmiechom nie było końca. Najwięcej radości wzbudzały imiona i nazwiska polskich adresatów, np. Bartosz po arabsku to stary but, a Duda to gad. Kiedy wiadomości zostały przeczytane, przetłumaczone, każde dziecko odpowiedziało na tę niespodziankę i przywieźliśmy do Polski egipskie listy, które przekażemy naszym małym przyjaciołom z Łabowej.

 

Józef z El Matariyi

Na co dzień w jezuickim ośrodku pracują Amy, Seham i Joshep. To oni przez cały rok pomagają dzieciakom w nauce, bawią się z nimi i są dla nich. My przyjechaliśmy tylko na trzy tygodnie, wzbudzaliśmy duże zainteresowanie, jednak to ta trójka najlepiej wie, co zrobić, kiedy Fatma wychodzi obrażona, Omar jest nie w tej sali co powinien, a Farah biega między grupami. Czasami wystarczyło jedno słowo Amy, gwizdek Joshepa, i w mgnieniu oka był porządek. Na początku nie zdawaliśmy sobie sprawy z zasad panujących w jezuickim centrum, ale dzieci szybko nas tego nauczyły. Okazuje się, że egipskie normy wcale się nie różnią od tych panujących w polskich szkołach. Dzieci do wychowawców zwracają się „pan, pani”, najpierw wchodzi nauczyciel, przerwy nie są dobrowolne, ale narzucone z góry. Wydaje się, że to podstawowe standardy pracy z uczniami, ale my na co dzień nie pracujemy w szkołach, i zdarzały się sytuacje, w których to dzieci panowały nad klasą, a doprowadzenie ich do względnego spokoju zajmowało nam parę minut. Jednak zawsze mogliśmy liczyć na pracowników i wolontariuszy z ośrodka. Joshep czuwał na dziedzińcu i kiedy widział, że jest coś nie tak, zaraz przychodził, a małe rozrabiaki niczym dotknięte magiczną różdżką uspokajały się. Egipcjanin nie mówił po angielsku, ale wszystko rozumiał i zawsze był w pobliżu, aby pomóc. Kiedy zorientowaliśmy się, jak ma na imię, od razu skojarzył się nam z Józefem z Arymatei, który zjawiał się wtedy, gdy był potrzebny i spokojnie potrafił wszystko załatwić, więc i my mieliśmy własnego Józefa, tyle że z El Matariyi.

 

Egipska rodzina

Przyjechaliśmy dawać, a od samego wylądowania otrzymywaliśmy wiele troskliwości i miłości. Na miejscu zajmowali się nami, jezuita odpowiedzialny za ośrodek, o. Magdy, oraz Nadine, która była tłumaczką, opiekunką i traktowała nas jak własne dzieci. Codziennie do dzieci odwoził nas Refat, który swoim uśmiechem potrafił poprawić nawet najgorszy dzień. Mimo że nic nie rozumiał po angielsku, a nasz arabski ograniczał się do kilku słów, zawsze mogliśmy liczyć na pełne uśmiechu zrozumienie i bezpieczną podróż, bo na egipskich drogach to wcale nie jest takie łatwe. W wolne dni dzięki żartom przewodnika Ashrafa, oszczędzało nas nawet egipskie słońce.

Byliśmy tysiące kilometrów od Polski, a czuliśmy się jak w domu pełnym miłości. Dodatkowo taką atmosferę wprowadzały polskie akcenty, czyli opowieści o artyście Mariuszu, Monice z Aleksandrii oraz o. Wiesławie, który mieszka w Kairze od 20 lat i jest superiorem tamtejszej jezuickiej placówki.

 

Umocnieni, by iść dalej

Przyzwyczajeni do temperatur, zżyci z dzieciakami, z poznanymi ludźmi po trzech tygodniach musieliśmy się spakować i wracać. Pożegnalnym łzom nie było końca, ale zaproszenia, które otrzymaliśmy, wzbudziły w nas nadzieję na powrót do miasta faraonów.

Do Egiptu zaprowadził nas sam Bóg. Pokazał nam miłość w drugim człowieku, dzięki której mamy siłę, aby iść dalej i opowiadać o tym, co nas tam spotkało. Można powiedzieć, że Projekt Egipt został zrealizowany, ale po tych dwóch tygodniach od powrotu wiemy, że jeszcze długo będzie realizowany w naszych sercach.

 

Przeczytaj także

br. Henryk Cisowski OFM Cap
ks. Stanisław Groń SJ
Mikołaj Świerad
ks. Ottavio De Bertolis SJ
ks. Stanisław Groń SJ
ks. Stanisław Łucarz SJ
ks. Bogdan Długosz SJ

Warto odwiedzić