Językowe niechlujstwo

01 paź 2016
Mikołaj Świerad
 

Wystarczyły dwa tygodnie na obozie, aby Julek zaczął przeklinać, a w jego sposobie wysławiania zagościły niepoprawna wymowa oraz językowe niechlujstwo. Brzydkie wyrazy były nie do uniknięcia, lecz rodzice potrafili sobie z nimi radzić.

– Co ci przyjdzie z tego, że przeklinasz? – przestrzegał tato, który wiele razy wyjeżdżał na obozy i pamiętał, jak łatwo mogą przyplątać się złe nawyki. – Takie niekulturalne zachowanie źle świadczy nie tylko o tobie, ale i o nas. A czy wnosi coś pozytywnego? Możesz co najwyżej zrazić do siebie otoczenie.

– Jeżeli jeszcze raz ci się wyrwie, rodzice dadzą ci karę. Nie mów tak więcej – powiedziała starszemu bratu Oktawia. – Zresztą, zupełnie to do ciebie nie pasuje.

O ile potyczkę z brzydkimi słowami wygrali dość łatwo, o tyle przeciw niestarannej wymowie chłopca rodzicom przyszło zmobilizować więcej wysiłku.

– Szłem schodami, bo winda dziwnie jeździ – oznajmił wieczorem Julek. – Co robiłeś? – spytała mama. – Nie mówi się szłem, tylko szedłem.

Tato stwierdził, że uszkodzenie windy należy zgłosić do serwisu. Ale jak? – Widzisz? Na drzwiach windy jest informacja, dokąd dzwonić w razie awarii. Wykręcaj numer. Po drugiej stronie słuchawki uprzejmy, ale zdziwiony głos zarejestrował zdarzenie, a chłopcu od razu przypomniały się zajęcia ze szkoły, na których uczyli się wzywać pomocy. – W czym mogę pomóż? – spytała sprzedawczyni w sklepie, kiedy w ostatni tydzień wakacji Oktawia wybrała się na zakupy przed pierwszym dzwonkiem. – A może taki swetr, beżowy? – proponowała pani. I choć naprawdę starała się być uczynna, dziewczynka nic w końcu nie wybrała.

– Jaki chłodny wiater. Stanij tu – zawołał chłopiec do siostry, gdy w kolejnym sklepie zatrzymał się pod klimatyzatorem. Usłyszawszy to mama, od razu go poprawiła, choć Julek zupełnie nie rozumiał, dlaczego. – Oj, mamo – stęknął. – Przecież wiem. – Skoro wiesz, to dlaczego tak mówisz?

Dzieci z zainteresowaniem obserwowały podróżnych oczekujących w hali dworca, stojąc w długiej kolejce do kasy, aby zwrócić bilet kolejowy dziadków.

– Posłuchaj. Tam, na lewo... – szepnęła Oktawia.

Pani w okienku poczerwieniała, najpewniej ze wstydu, a starszy pan spokojnym tonem, ale tak, żeby wszyscy słyszeli, tłumaczył jej, iż używanie w codziennej pracy takich słów jak: „dzień dobry”, „proszę”, „dziękuję” stanowi element osobistej kultury i wcale nic nie kosztuje. Ludzie w kolejce od razu nadstawili ucha, ktoś rzucił jakąś złośliwą uwagę, ktoś inny zachichotał.

Przed kolacją dzieci oglądały zdjęcia ze Światowych Dni Młodzieży, wpatrując się w fotografię papieża Franciszka, zrobioną na trasie przejazdu. – Włączysz radio? – poprosił tato. – Już włączam – odparł chłopiec. – Widzisz? Jak chcesz, potrafisz mówić starannie. Dlaczego się nie pilnujesz?

Akurat nadawano reportaż. Bohaterem był obcokrajowiec mieszkający w Polsce. I choć mówił z wyraźnym akcentem, niepewnie, to na Julku duże wrażenie wywarły jego starania o poprawną wymowę. Człowiek ów lubił, nie zaś lubiał, spóźniał się nie spaźniał...

– Wspominałeś, że na wsi koledzy kuzyna mówią niepoprawnie. Tymczasem sam zaczynasz mówić bardzo podobnie. Co gorsza, robisz tak z lenistwa, bo choć ma cię kto poprawiać, ty nadal postępujesz po swojemu. Kiedy pójdziesz do nowej szkoły, możesz być źle odebrany. Jak ta pani w kasie.

– Kółko informatyczne, zajęcia z konstruowania robotów... – Julek wybierał dla siebie dodatkowe aktywności na zbliżający się rok szkolny.

– Dodajmy do tego udział w olimpiadzie przedmiotowej – zaproponował tato. Chłopiec chętnie się zgodził.

– Nie możemy też zapominać o starannym mówieniu oraz ładnym piśmie. Dlatego umawiamy się na przeczytanie co najmniej jednej książki miesięcznie spoza listy lektur. To z pewnością ci pomoże.

 

Przeczytaj także

Ksiądz Jan Twardowski
ks. Stanisław Łucarz SJ
bp Jan Pietraszko
ks. Stanisław Groń SJ
bp Jan Pietraszko
ks. Stanisław Groń SJ
ks. Stanisław Biel SJ

Warto odwiedzić